Aktualności

Śnieżnobiały uśmiech szczęścia
Czarni Rudno - Carina Gubin 1:1 (0:0)

2015-03-31 21:53:11 ...
Czarni dobrze rozpoczęli tegoroczną rundę wiosenną, w tamtym tygodniu pokonali w derbach na wyjeździe Koronę Kożuchów 1:0. Carina to jak na warunki okręgówki nieźle poukładany zespół i mecz w Rudnie zapowiadał się na ciekawe spotkanie.
W 5 min. Adrian Marczenia doszedł do dobrej sytuacji pod bramką Cariny, ale źle uderzył i nic z tego nie wyszło. W 11 minucie z dośrodkowania Łukasza Karbowiaka skorzystał Marceli Borowiecki, który strzelił głową, tyle, że niecelnie. W 15 minucie niegroźny strzał ze stałego fragmentu oddał Przemysław Fiedorowicz, Paweł Sochacki odprowadził piłkę na aut bramkowy. W 17 minucie wrzutkę z wolnego przyjezdnych wybił przed pole karne Krzysztof Zięba, nabiegł na tę piłkę Grzegorz Purczyński i huknął soczyście obok bramki - gubinianie byli już jednak dużo bliżej powodzenia. Trzy minuty później Michał Konsewicz "skręcił" na metrze dwóch obrońców i momentalnie oddał strzał z lewej nogi, czujny w bramce był Konrad Jonio. W 21 minucie ponownie z dystansu odpalił Purczyński, Sochacki wybił na rzut rożny. Siedem minut przed przerwą Carina rozklepała obronę Czarnych wskutek czego do sytuacji sam na sam doszedł Przemysław Haraszkiewicz, górą był jednak Sochacki, z później kociał w naszym polu karnym wyjaśnili obrońcy.
Początek drugiej połowy to wymiana strzałów z obu stron, brakowało precyzji. W 53 minucie dał o sobie znać ponownie Konsewicz strzelił z lewj w kierunku dalszego słupka, ale źle trafił w piłkę i ten strzał nie sprawił zagrożenia zespołowi z Gubina. W 56 minucie goście objęli prowadzenie. Mocny sen zmorzył defensywę Czarnych po wrzutce w ich pole karne, nabiegł na piłke i uderzył głową Krzysztof Drozdek i było 0:1. W 64 minucie piłki nie wybili goście, chociaż na murawie leżał zawodnik Czarnych (elementarz dżentelmeństwa jest im widocznie obcy), poszła kontra i o mało co nie straciliśmy drugiej bramki. W 80 minucie przyjezdni mogli nas skarcić przez kolejną nieuwagę w obronie, skończyło się na strachu. Kluczowy okazał się doliczony czas gry. Rafał Galas, który wniósł trochę ożywienia po wejściu na plac gry, zagrał do Dawida Marciniaka, ten głową zgrał na środek pola karnego, tym razem przysnął defensor Cariny, a zza jego pleców jak spod ziemi wybiegł Rafał Jenczylik i strzałem obok Jonii dał naszym zawodnikom punkt.
Nareszcie szczęście zaprezentowało Czarnym swój olśniewający, śnieżnobiały uśmiech w końcówce meczu. W następnej kolejce zawodnicy trenera Galasa pojadą do Świebodzina na mecz z Zenitem Ługów.
Dodał: Mateusz Pojnar (Tygodnik Krąg)